Zobacz temat
 Drukuj temat
Gerwazy Nieswald
Choo

i.imgur.com/tjEIv2G.png


.

Imię: Gerwazy
Nazwisko: Nieswald
Wiek: 22 lata
Wzrost: 188 cm
Instrument: gitara prowadząca

"I still love the people I've loved,
even if I cross the street
to
avoid them"


.


Rodzice pozwalali Gerwazemu na kłamstwa tak długo jak nie dawał się na nich przyłapać. Był to podstawowy błąd w jego wychowaniu i źródło jego większości późniejszych problemów.
Zazwyczaj były to całkiem nieświadome oszustwa, zmuszające go w miarę upływu czasu do dalszego brnięcia w spiralę wymówek i kłamstw, mających nanieść alternatywną rzeczywistość na pospolity świat, w którym Gerwazy był nikim więcej niż przeciętnym chłopcem oskarżanym o homoseksualne zapędy.
Wystarczyło być bardziej przytomnym niż wszyscy wokoło, co stawało się tym trudniejsze, im więcej nieprzespanych nocy wplatało się w jego życiorys. Czasem nie spał pod ciężarem sumienia, w panice szukając dalszych wątków wykreowanego życia, często też brał udział w imprezach i bezmyślnie atakował umysł i wątrobę alkoholem, były też koncerty - je właśnie lubił najbardziej.
Gdy był młodszy zabierała go na nie siostra. Była na drugim roku studiów gdy on kończył gimnazjum i miała za sobą epizody z gitarą. Coś nie wypaliło, sama narzekała na brak jakiegoś pierwiastka niezbędnego do bycia członkiem zespołu, ale sprzęt został. Miała też wiedzę teoretyczną, którą wystarczyło przelać do innego naczynia - Wazy, wówczas jeszcze piętnastolatka, który nie położywszy palców na strunach przypisał sobie klasyfikacje weterana.

Show me how to lie
You're getting better all the time
And turning all against the one
Is an art that's hard to teach
Another clever word
Sets off an unsuspecting herd
And as you step back into line
A mob jumps to their feet

Obroniła go jedynie zdolność do szybkiej nauki i naturalny talent; parę zgrabnych kłamstw także zapewniło mu przetrwanie w środowisku. Kilka miesięcy później dołączył do pierwszego zespołu, namieszał, nakłamał i został wypluty z garażu na ulicę. Nie zdążył nawet chwycić gitary, ale podbite oko i rozcięta warga pozwoliły mu na wmówienie rodzicom, że napadnięto go gdy wracał z próby, i ukradziono mu gitarę.
Dostał więc nową. Nowy zespół też sobie znalazł - na drugim końcu miasta, z nadzieją, że plotki nie przesączą się do dzielnicy, w której miały odbywać się próby. Siła wyższa nadzieje te spełniła, Gerwazy wystartował na nowo, z czystą kartą i świeżą opinią dobrze prosperującego młodego gitarzysty. Miał spokój do dnia w którym po powrocie do domu u progu drzwi zastał siostrę, trzymającą swoją starą gitarę za gryf. Adrian ją oddał, mówiąc, że głupio wyszło. Po reprymendzie za popełnienie kradzieży streścił całą historię i wrócił do siebie, zostawiając dla Gerwazego tykającą bombę w postaci mocno zdenerwowanej siostry, czekającej tylko na przekazanie wszystkiego rodzicom, tego dnia będącym na grillu u dawnych znajomych. Ten letni wieczór przyniósł ze sobą kolejny przewrót.

Now dance, fucker, dance
Man, he never had a chance
And no one even knew
It was really only you

Ostatecznie jednak wszystko się układało, jakby opatrzność przypominała sobie o swoim chwilowo porzuconym dziecku - niezależnie od powagi sytuacji Gerwazy wychodził na prostą i odzyskiwał równowagę, by tylko lekko się chwiejąc iść dalej ścieżką samorealizacji. W drodze na szczyt asekurował się kłamstwami i na ich linach piął się coraz wyżej, czasami ciągnąć za sobą innych ludzi, którzy szczególnie chętnie odwracali się do niego plecami gdy coś zawodziło. Upadek zaś wtedy bolał podwójnie, na stracone szanse nakładali się straceni przyjaciele. Przybywało ich z upływem lat, aż zniesławienie zmusiło Wazę do opuszczenia Sopotu. Maturę zdał więc w Warszawie, stamtąd też odleciał ze znajomymi na dwa lata do Belgii, gdzie oficjalnie studiował europeistykę, dopóki nie stwierdził, że to nie dla niego. Jego pobyt w Brukseli składał się głównie z koncertów, w których uczestniczył zarówno na widowni, jak i na scenie. Żyło mu się całkiem wygodnie, dopóki rozbicie się grupki nie przesądziło o jego niezapowiedzianym i całkiem spontanicznym powrocie do Polski. Tak się złożyło, że Konstancja akurat wyjechała do swojego ówczesnego chłopaka, Gerwazy zamieszkał więc w jej pustym mieszkaniu na dwa miesiące, nie powiadamiając rodziny i jedynie tłumacząc sytuację koleżankom siostry, które pod jej nieobecność przychodziły by pozorować życie i przeciwdziałać tym sposobem ewentualnym włamaniom.
Po jego trzyletniej nieobecności w Sopocie nienawistne nastroje nieco osiadły. Część ludzi rozjechała się w pogoni za karierą światowca, niektórzy rozeszli się na uniwersytety, inni porzucili marzenia o własnej kapeli, a wraz z nimi wspomnienia sobotnich nocy. Na scenę weszło nowe pokolenie muzyków, choć niektórzy starzy gracze także na niej pozostali, i ze wzgląd na nich właśnie Gerwazy postanowił nie wychylać się zbytnio.
Tak przynajmniej było dopóki nie został odcięty od źródła utrzymania. Z braku pieniędzy i pomysłu na życie znów wrócił na scenę. Zmienił się trochę, więc dla większości stał się jedynie osobą, którą ktoś skądś kojarzył - a nie dzieciakiem, który był przelotnym członkiem połowy istniejących w mieście i okolicach kapel powstałych w latach 2009-2010 (nieraz jednocześnie kilku naraz, wielofrontowość była bowiem kolejną z jego problematycznych cech).
Od czasu powrotu grał już z trzema grupami, chociaż minęły dopiero dwa miesiące odkąd można zobaczyć go na sopockich ulicach.

And now you steal away
Take him out today
Nice work you did
You're gonna go far, kid

Na twarzy Gerwazego niezależnie od kąta padania światła widać mnogość cieni rzucanych przez jej elementy. Pod cienką skórą wyraźnie widać kształt każdej kości i mięśnia. Musi minąć wiele dni by jasny zarost upstrzył jego mocną lordowską szczękę i nieznacznie wydłużoną brodę uwieńczoną delikatnym dołkiem wyznaczającym jej środek. Wgłębienia pod kościami policzkowymi akcentują jego pełne usta, a jego nos wyglądałby karykaturalnie przy choć odrobinę innych rysach twarzy. Gerwazy ma niemal czarne oczy, których kształt sugeruje zastygnięcie mięśni policzkowych w uśmiechu. Jego włosy łatwo się układają; gdyby je zapuścił, stworzyłyby kaskadę grubych fal. Zawsze nosi je zaczesane w górę. W wilgotne dni nabierają jeszcze więcej objętości.
Jego brwi są gęste i regularne, po delikatnym łuku sięgają wgłąb skroni; mają barwę o parę tonów ciemniejszą od będących na pograniczach ciemnego blondu i miedzi włosów.
Gerwazy nie zdradza swych zainteresowań wyglądem. Od glanów woli obuwie sportowe, a od skórzanych kurtek wygodne bluzy. Dwie pary przylegających jeansów o opuszczonym kroku przeplata z monochromatycznymi koszulkami i koszulami, na które zawsze narzuca którąś z będących pod ręką bluz. Idąc niemal zawsze ma dłonie wbite w ich kieszenie. Jest dość wysoki i rozmawiając z ludźmi zazwyczaj musi pochylać głowę w dół.

Jego imię i nazwisko niosło za sobą wiele przezwisk, najczęściej jednak nazywano go szmatą i skończoną kurwą - częściej pod jego nieobecność, choć wiele razy wykrzyczano mu to także prosto w twarz, lub z drugiego końca ulicy, gdy zasłaniał się kapturem czekając na pierwszy lepszy zakręt.

With a thousand lies
And a good disguise
Hit 'em right between the eyes
 
Przejdź do forum:
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Aktualnie online
· Gości online: 1

· Użytkowników online: 0

· Było użytkowników: 211
· Ostatni użytkownik: Acanthi
1,607,033 unikalne wizyty